sobota, 27 grudnia 2014

Artoooooor Dziennik/Nocnik Superbohatera 27.12.2014

Dzień dobry, cześć i czołem. Moja poprzednia ściśle-tajna-siedziba wynajmowana za 666.66 $ od Superbohatera Mytha została odkryta przez Lorda Errora mimo, że znajdowała się w głębokim ukryciu. Musiałem przenieść się do nowej bazy. Tym razem jest chroniona wysoko szyfrowanymi certyfikatami, więc żaden błąd mi nie straszny!

Tak naprawdę nie widzicie tego ściśle tajnego dokumentu. Wszystkie maszyny, na których jest czytana wybuchną lub zmienią się w gumową kaczkę. Tak, wszystkie w jedną, wielką gumową kaczkę.

ŚCIŚLE FAJNE/POUF-UF-UF-UFNE


Podobieństwo do jakichkolwiek rzeczywistych osób, maszyn i błędów jest przypadkowe. Przy kręceniu tego wpisu nie ucierpiał żaden układ scalony.

Tego dnia jak zwykle przewracałem się na drugi bok...znaczy bardzo intensywnie rozmyślałem nad planami Lorda Errora. Budzik dostał łapówkę w postaci uderzenia łapą w przycisk Snooze, więc nie przeszkadzał w rozmyślaniach. Co więcej po drugiej łapówce zawołał "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?" i uciekł w siną dal. Niestety skończyły mi się boki, na które mogłem się przewracać, poza tym stał nade mną...what? Kapitan Bomba?
- WSTAWAJ TĘPY ^%&$& BO %^&$%^#***&$^ A NAWET &*$$*# W &&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&& (tutaj się chyba zawiesił) &^*^&*! - powiedział, po czym bardzo brzydko zaklął.
- Cooooooest? - zapytałem bardzo przytomnie.
- Żartowałem, proszę za mną - powiedział Bomba i natychmiast zmienił się w Zająca "Terminatora" Poziomkę.
- Cooooooest? - powtórzyłem to filozoficzne pytanie.

Nie uzyskałem odpowiedzi. No cóż, odwróciłem grawitację tak, aby przyciągnęła mnie w kierunku szafy z ubraniami, potem przywróciłem ją do stanu normalnego, a trampolina ustawiona na podłodze odbiła mnie prosto w kierunku stolika z kawą. Po 3 łykach w czasie 1337 ms byłem gotowy. No, prawie - zamiast w swoją standardową zbroję w kratę wskoczyłem w szlafrok. Ech, to się wytnie.
- Proszę za mną - powtórzył Zając.

Niewiele myśląc poszedłem za nim do tajnej części mojej tajnej bazy - była tajna nawet dla mnie. Szliśmy tajną podłogą tajnego korytarza, a spod tajnych butów uciekały nam tajne/poufne szczury. Doszliśmy do tajnych drzwi z napisem "LoadRunner".

Weszliśmy do sali, pośrodku której w gablocie z niezniszczalnego szkła leżała paczka z napisem "LR. Testowanie poważnie szkodzi Tobie i osobom w Twoim otoczeniu." Były pewne problemy z przekazaniem mi jej - Zając "Terminator" Poziomka zapomniał kodu dostępu. Na szczęście zauważyłem, że obok gablotki jest przycisk za szybką i napisem "W razie potrzeby zbić szybkę. Jeżeli służysz Lordowi Errorowi, to nie widziałeś tego.". Udało się.
- wiesz, co to jest, więc działaj - powiedział Zając.

To jest...to jest...potężna broń. Tak, mocniejsza, niż Debugger Gun, biały miś na Krupówkach i the Big Bopper. To nie ptak i nie samolot, to nawet nie jest inteligencja polskiego polityka! To HP LoadRunner - narzędzie do parzenia kawy, mycia podłóg, wiązania krawatów (lub odwrotnie), a nawet przy pomyślnym wietrze sprawdzania wydajności aplikacji. Przede wszystkim jednak służy do wnerwiania programistów, którzy dowiadują się, że napisanie programu, który wytrzyma napór 10 użytkowników i 1 kota/chomika jest poza ich zasięgiem. Oczywiście przed wzięciem go w posiadanie musiałem oświadczyć, że:

  • to nie ja wykradłem filmy od Sony Pictures,
  • w ciągu ostatnich 5 lat nie paliłem substancji niedozwolonych, np. głupa,
  • Nie jestem Lucyferem ani Kaloryferem (musiałem skłamać).

Podpisałem oświadczenie, chwyciłem paczuszkę i pobiegłem do domu...znaczy mniej tajnej części tajnej bazy. Korzystając z 7-zipa otworzyłem paczkę. Zawierała: instrukcję obsługi, pentagram, jabłko (gdyby użytkownik był głodny), LoadRunnera i oczywiście gumową kaczkę. Załadowałem amunicję do tej ostatniej, zaparzyłem herbatę, podłączyłem to wszystko do LoadRunnera i do tostera. Po wykonaniu tych wszystkich czynności zobaczyłem kartkę z napisem "Po prostu kliknij 2 razy ikonkę Setup.exe, geniuszu!"

Po odpakowaniu od razu zabrałem się za podbój świata. Program jeszcze nie wiedział, co go czeka. Przygotowałem scenariusz testu i już miałem nacisnąć "Run scenario", kiedy zobaczyłem, że...przycisku nie ma. Usłyszałem za to znajome:
- Ho ho ho! A raczej HAHAHAHAHA!
Za mną stał nie kto inny, jak stary znajomy - Lord Error trzymający brakujący przycisk.
- Hahaha, kiedy nacisnę ten przycisk będę taki potężny, że już nigdy nie zjesz pizzy hawajskiej!

Wyglądało na to, że nie żartował. Musiałem działać szybko! Zamówiłem pizzę hawajską i ją zjadłem, czym rozwścieczyłem przeciwnika. Teraz musiał popełnić błąd...zaraz...było 2 przeciwników...4...6...20 Lordów Errorów! Każdy z nich celował we mnie Bronią Bez Nazwy-1 zdolną do wysadzenia Wszechświata. I w tym tkwił jego problem - o ile sam zrównoleglił się bez problemu, o tyle broń była Singletonem – mogła występować tylko w jednej kopii. A ponieważ wątki kłóciły się o dostęp do niej, praktycznie żaden z nich nie mógł strzelić! Dla pewności dodałem jeszcze 10 użytkowników. 30 Lordów Errorów...tutaj mogło dojść do rękoczynów. Po 2 minutach pojawił się pierwszy timeout. Dodałem jeszcze 10, liczba timeoutów zaczęła wzrastać, a wśród Lordów pojawił się pomysł o wyborze przywódcy poprzez głosowanie. Nie wiedzieli jednak, jak wybrać sposób głosowania, poza tym nie było komu zamówić pizzy. Po dołożeniu kolejnych 10, instancje Lorda Errora głosowały nad samym sensem głosowania. Liczba timeoutów dotarła do 666. W tym momencie scenariusz się skończył i użytkownicy byli stopniowo wyłączani. Po zejściu do 4 Lordowie stali się nieco bardziej responsywni - czas między strzałami spadł do 90 sekund, a liczba przekleństw na sekundę zmalała do 5. Przy 2 strzelali co 10 sekund co chwilę wyrywając sobie broń z ręki, co nadal pozwalało bardzo łatwo unikać przelatujących wyjątków.

Po zakończeniu testu Lord Error zapowiedział, co mi zrobi, jak mnie złapie i że zajmie się filozofią. Tymczasem w polu "Errors" nadal tkwiło podkreślone na czerwono "666". Zgodnie z naukowymi źródłami (np. Pudelek albo Nonsensopedia) są to idealne warunki przyrodnicze do pojawienia się Lucyfera.
- Siema, Error! - powiedział Lucyfer, który właśnie się pojawił.
- Kopę lat!
- Tyyy, zniszczenie świata nie zając, nie ucieknie, dawaj na piwo!

Z dalszej ich konwersacji dowiedziałem się, że ludzie sie nie mylili i to naprawdę Szatan zhackował Sony Pictures. Poza tym że Bad command or file name. I że nie zrobił z pa- pa- pa- pa-papieru.

I poszli, a ja tylko przypatrywałem im się z głupią miną. Nie odzyskałem przycisku "Run scenario", ale na innej karcie tego programu zawsze jest przycisk wykonujący identyczną akcję. Nieco zmęczony uruchomiłem scenariusz. Niestety nie zauważyłem, że Error zamienił scenariusz na Galera1.usr. Próbowałem uciekać, ale nie było szans - program dorwał mnie i po chwili zostałem przeniesiony do laboratorium testowego. Przede mną pojawiła się galera. Wiadomo, co musiałem na niej robić. Po 4 minutach zap...iórkowywania pojawiły się 2, potem 4...aż do 20 galer. Powiedzmy, że powiedziałem "Ojejku motyla noga". 2 dni później zacząłem zastanawiać się, czy scenariusz nie powinien się skończyć i...co tu do diabła robi NR Geek. Wypaliłem:
- czy ja kurczę wyglądam jak studio Blast!? Co ja tu robię?
- eeeee... od kogo masz zesłanie na zap***dalanie? - zapytał, zastanowił się i po chwili zawołał - LUCYFER! LORD ERROR!

Znajoma dwójka pojawiła się na pokładzie. W wyniku ich podchmielenia grawitacja była odrobinę zaburzona. Ale pracować trzeba - każdy z nich dostał 20 par wioseł. Ponieważ NR Geek musiał brać się za kolejnego crapa (Polski Sejm Driver), przejąłem stery nad galerami. I tradycyjnie - instancje Lorda Errora kłóciły się, kto ma przejąć które wiosło, przez co odkryłem, że:

  • czas machnięcia wiosłem jest stały – nie zależy od liczby Lordów Errorów,
  • czas zmiany wiosła zależy wykładniczo od liczby Lordów Errorów (znaczy - w końcu cały plan sie wykłada),
  • czas pisania wpisu zależy od aktualnego układu plam na Słońcu i dostępności proszku Vizir.

Po zebraniu wyników spec...znaczy PRZYPADKOWO nie wyłączyłem testu, dzięki czemu Lord Error zapiórkowuje na 20 galerach jednocześnie. Płyń po morzach i oceanach! A ja mogę iść z powrotem spać.

PS: Podczas pisania wpisu nie ucierpiało zdrowie psychiczne Zająca „Terminatora” Poziomki. Stwierdzono to na podstawie jego standardowego pytania o podwyżkę. Nie można tego powiedzieć o moim zdrowiu psychicznym, ponieważ się na nią zgodziłem.

Piosenka na dziś:

1 komentarz:

  1. Nawet nie wiesz, jak bardzo zadrżałam, kiedy Lord Error zagroził, że nie zjesz hawajskiej pizzy! Normalnie jak galaretka! Przy młocie pneumatycznym! I uwielbiam Zająca "Terminatora" Poziomkę X) Nie ma co, teraz muszę wam obu zauf-uf-uf-ufać ;D

    OdpowiedzUsuń