sobota, 11 kwietnia 2015

HTMLady robi obrazek

- Jeszcze dwa milimetry po osi X, panie Zdzisiu! - krzyknęłam, gęsto machając rękami we wszystkich kierunkach.
Pan Zdzisiu (zwany oficjalnie Transformations Position, ale po znajomości pozwalający mi się tytułować panem Zdzisiem) zaciągnął się petem, splunął i przesunął wskazany obrazek o dwa milimetry w prawo.
- Teraz, panie Olgierdzie, weźmie mi pan przycinanie tej, o, płaszczyzny, obiektem napisów.
Pan Olgierd, obszerny mieszkaniec Shapingu, o niedźwiedziej minie drwala, zasalutował, sięgnął po napisy, naostrzył je, nasadził na trzonek i wreszcie tak skomponowaną siekierą elegancko poodrąbywał parę odstających fragmentów płaszczyzny. Za nim zasuwał mały Jasiu z miotełką i zbierał okruszki - ponoć wspólnie z którąś paletą barw budował samolocik.
- No, to teraz eksport – powiedziałam do siebie - a potem już tylko ustawienie warstw w GIMPie, trochę Gaussa, trochę zaszumienia RGB i... będzie grało!
Wyszłam z Corela, machając towarzystwu na pożegnanie i dziękując za blendowe babeczki cioci Tool, po czym niezwłocznie skierowałam się folder wyżej i odpaliłam GIMPa.
Tu już niestety okazało się nie być tak łatwo. O ile normalnym było, że nowa lepsza wersja edytora nie przywita mnie podręcznym okienkiem z warstwami i narzędziami, o tyle całkowitą (i niezbyt miłą) nowością było to, że to drugie nie chciało się odpalić nawet na moje życzenie, z listy dokowalnych okien dialogowych.
Wyskoczyło tylko Opcje narzędzia, pozwalające ustawić wielość pędzla, jego kształt (oraz paręnaście innych szczegółów, których używają jedynie gimpowi druidzi, ale które za to fajnie wyglądają).
„Chociaż tyle” pomyślałam. Po paru rzutach okiem na owe opcje i taktycznym poskrobaniu się w głowę stwierdziłam jednak, że tak to ja się nie bawię, ja muszę mieć pod nosem wszystkie rodzaje długopisów, zaznaczeń i innych rzeczy, że inaczej mi się nie chce, i wróciłam do przetrzepywania listy okien.
- Tego szukasz? - odezwało się za moimi plecami. Nie kojarzyłam tego głosu.

środa, 8 kwietnia 2015

Eeeeaaeeeae!


wtf*>Tik...tak...tik...tak...

Takie oto napisy pojawiały się na terminalu mojego najnowszego wynalazku - super-budzika. Tak, na terminalu. Wymyśliłem ostatnio rozwiązanie moich wiecznych porannych bitw - niedzwoniący budzik! Zamiast wydawać jakikolwiek dźwięk, wypisuje jego reprezentację na konsoli. Nie obudzę się i dzięki temu nie będzie mi się ciężko wstawało. Genialne, prawda? Będę musiał jeszcze co prawda rozwiązać taki drobny problem, że w takim razie nikt nie wstanie i nie wyruszy na wojnę, ale Zając "Terminator" Poziomka już został zgłoszony na ochotnika.

wtf> DZZYŃŃŃŃ DRRRRYŃŃŃ - pojawiło się na terminalu. Ha! Działa!

wtf> DRYŃDZYŃDZYŃ DRRRRRRRYŃŃŃŃ - rozległo się tym razem w mojej głowie. W panice wyskoczyłem z łóżka wyposażonego w mój prawie-najnowszy wynalazek - Sprężynę do Wyskakiwania z Łóżka. Niestety to jeszcze prototyp, który działa aż za dobrze. Przebiłem się głową przez 5 warstw sufitu odpornego na: wybuch bomby atomowej, Unię Europejską, uderzenie Boeininininga Pierdylion i łaskotanie. Sąsiadka była trochę zdziwiona, ale przygotowała kawę. 2 godziny później byłem gotowy do walki. Okazało się, ze Zając "Terminator" Poziomka tak bardzo nie chciał...znaczy tak bardzo nie był pewny, czy chce przyjąć taką odpowiedzialność, że przekierował wyjście z budzikowego terminala prosto na mnie. Wielkie dzięki.