niedziela, 27 grudnia 2015

Artoooooor, Dziennik Superbohatera 27.12.2015

To był zwykły dzień w Tajnej Bazie Władców Javy Przy Ulicy Storrady Nie Wyglądającej Jak Tajna Baza Władców Javy. Jak zwykle wykonywaliśmy próbę nuklearną w postaci uruchamiania ekspresu do kawy bez wody. Tradycyjnie też zapomniałem się odsunąć. Nie przyznam się przecież, że tak bardzo chciałem napić się porannej kawy.

W każdym razie skończyło się na tym, że wybuch odrzucił mnie z prędkością 4575935 km/s w kierunku Równika. Co gorsza, temperatura 944194°C rozbiła kawę, kubek i moje okulary na atomy, te na cząstki elementarne, które z kolei rozpadły się na kwarki. Musiałem działać! W czasie lotu zacząłem od składania kwarków w cząstki. Oczywiście zapomniałem, jak... to miały być 2 dolne i 1 górny, czy odwrotnie? No nic, wziąłem kilka kwarków, gluonów i zacząłem eksperymentować. Wyszło mi coś takiego:

sobota, 11 kwietnia 2015

HTMLady robi obrazek

- Jeszcze dwa milimetry po osi X, panie Zdzisiu! - krzyknęłam, gęsto machając rękami we wszystkich kierunkach.
Pan Zdzisiu (zwany oficjalnie Transformations Position, ale po znajomości pozwalający mi się tytułować panem Zdzisiem) zaciągnął się petem, splunął i przesunął wskazany obrazek o dwa milimetry w prawo.
- Teraz, panie Olgierdzie, weźmie mi pan przycinanie tej, o, płaszczyzny, obiektem napisów.
Pan Olgierd, obszerny mieszkaniec Shapingu, o niedźwiedziej minie drwala, zasalutował, sięgnął po napisy, naostrzył je, nasadził na trzonek i wreszcie tak skomponowaną siekierą elegancko poodrąbywał parę odstających fragmentów płaszczyzny. Za nim zasuwał mały Jasiu z miotełką i zbierał okruszki - ponoć wspólnie z którąś paletą barw budował samolocik.
- No, to teraz eksport – powiedziałam do siebie - a potem już tylko ustawienie warstw w GIMPie, trochę Gaussa, trochę zaszumienia RGB i... będzie grało!
Wyszłam z Corela, machając towarzystwu na pożegnanie i dziękując za blendowe babeczki cioci Tool, po czym niezwłocznie skierowałam się folder wyżej i odpaliłam GIMPa.
Tu już niestety okazało się nie być tak łatwo. O ile normalnym było, że nowa lepsza wersja edytora nie przywita mnie podręcznym okienkiem z warstwami i narzędziami, o tyle całkowitą (i niezbyt miłą) nowością było to, że to drugie nie chciało się odpalić nawet na moje życzenie, z listy dokowalnych okien dialogowych.
Wyskoczyło tylko Opcje narzędzia, pozwalające ustawić wielość pędzla, jego kształt (oraz paręnaście innych szczegółów, których używają jedynie gimpowi druidzi, ale które za to fajnie wyglądają).
„Chociaż tyle” pomyślałam. Po paru rzutach okiem na owe opcje i taktycznym poskrobaniu się w głowę stwierdziłam jednak, że tak to ja się nie bawię, ja muszę mieć pod nosem wszystkie rodzaje długopisów, zaznaczeń i innych rzeczy, że inaczej mi się nie chce, i wróciłam do przetrzepywania listy okien.
- Tego szukasz? - odezwało się za moimi plecami. Nie kojarzyłam tego głosu.

środa, 8 kwietnia 2015

Eeeeaaeeeae!


wtf*>Tik...tak...tik...tak...

Takie oto napisy pojawiały się na terminalu mojego najnowszego wynalazku - super-budzika. Tak, na terminalu. Wymyśliłem ostatnio rozwiązanie moich wiecznych porannych bitw - niedzwoniący budzik! Zamiast wydawać jakikolwiek dźwięk, wypisuje jego reprezentację na konsoli. Nie obudzę się i dzięki temu nie będzie mi się ciężko wstawało. Genialne, prawda? Będę musiał jeszcze co prawda rozwiązać taki drobny problem, że w takim razie nikt nie wstanie i nie wyruszy na wojnę, ale Zając "Terminator" Poziomka już został zgłoszony na ochotnika.

wtf> DZZYŃŃŃŃ DRRRRYŃŃŃ - pojawiło się na terminalu. Ha! Działa!

wtf> DRYŃDZYŃDZYŃ DRRRRRRRYŃŃŃŃ - rozległo się tym razem w mojej głowie. W panice wyskoczyłem z łóżka wyposażonego w mój prawie-najnowszy wynalazek - Sprężynę do Wyskakiwania z Łóżka. Niestety to jeszcze prototyp, który działa aż za dobrze. Przebiłem się głową przez 5 warstw sufitu odpornego na: wybuch bomby atomowej, Unię Europejską, uderzenie Boeininininga Pierdylion i łaskotanie. Sąsiadka była trochę zdziwiona, ale przygotowała kawę. 2 godziny później byłem gotowy do walki. Okazało się, ze Zając "Terminator" Poziomka tak bardzo nie chciał...znaczy tak bardzo nie był pewny, czy chce przyjąć taką odpowiedzialność, że przekierował wyjście z budzikowego terminala prosto na mnie. Wielkie dzięki.

niedziela, 8 marca 2015

pl.artoooooor.SomethingIsWrongException 8.03.2015

Zerowa Symfonia Lorda Er Pehapa, wyd. Sensio Labs
Spółka i półka z Ogromnymi Okularami

Taki oto tekst widniał na paczce, którą niespodziewanie przyniósł mi listonosz. Pominę to, że przyszedł akurat wtedy, kiedy spałem. Absolutnie nie napiszę, że wstając poślizgnąłem się na niewidzialnej skórce od niewidzialnego banana, którą sam przypadk zostawiłem jako pułapkę na...Sami-Wiecie-Kogo. Nie zdradzę wam też, że w ten sposób wyleciałem przez okno prosto na przygotowaną zjeżdżalnię, zjechałem tak do fosy z krokodylami. A już na pewno nie dowiecie się, że niewyspany, zły, kompletnie przemoknięty i z krokodylem przyczepionym do szóstego 'o' podszedłem do swojego mieszkania i otworzyłem drzwi zdziwionemu listonoszowi.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Untitled 2: HTMLady widzi taksówkę

Otworzyłam drzwi. Nadzwyczaj zamaszyście, jakbym chciała przestraszyć wroga, ale jednak otworzyłam.
Wróg się uśmiechał. Tak jak myślałam, nic specjalnego - nagłówek, argumenty i tak dalej - więc szybko rzuciłam wzrok ku temu, co mnie nurtowało nieznośnie od samego początku, czyli na stopkę goszczonego programu. Wszystko jasne - miał plugin symulujący próg. Skubaniec.
- Masz plugin symulujący próg - narzuciłam się grzecznie.
- Inaczej bym nie mógł do ciebie zapukać - odpowiedział z wyrzutem.
- I tak nie zapukałeś - przypomniałam. - Zrobiłeś pum pum.
- Cóż, żaden plugin nie jest doskonały - westchnął. - Więc...
- Idę! - I, nie mogąc się doczekać momentu, gdy ujrzę, w jakiż to sposób tajemniczy gość schodzi ze spluginowanego progu bez pomocy żadnej innej gadżetologii schodopodobnej, podkreśliłam. - IDĘ, natychmiast!
Jakieś spotkało mnie rozczarowanie, kiedy wspomniany gość...
- Zaraz: jak tu się w ogóle nazywasz?

niedziela, 15 lutego 2015

pl.artoooooor.TitleNotFoundException

Dzień 1

To miał być zwykły wpis, opisujący moją kolejną bitwę w wojnie z Lordem Errorem. Użyłbym kolejny raz Debugger Guna/skórki od banana/kwaśnej żelki pomarańczowej do pokonania tego ostatniego, ten stwierdziłby, co zrobi mi i wszystkim moim papugom na litery od p do r, a ja w nagrodę wyspałbym się. Jednak tym razem... no nie tym razem. Dostałem tajną wiadomość z Centrali:

Zostałeś odgórnie wyznaczony na ochotnika to przetestowania JRebela. To wspaniałe, innowacyjne narzędzie przyspieszy Twoją pracę.



Po prostu potestuj to przez 2 dni i nie zwariuj.

Paczkę dostarczył kurier Fed-Kleksu. Tylko dlaczego centrala wysłała ją za pobraniem...? Mus to mus... znaczy oczywiście bardzo chętnie zabrałem się za wykonywanie zadania. Po sprawdzeniu, czy na pewno nie da się od tego wymigać obejrzałem ładunek. Tradycyjnie musiałem go najpierw odwinąć z czarnej folii, potem kartonu, w którym znajdował się styropianowy pojemnik na kolejny pakunek zawinięty tym razem w czerwoną folię. Po odpakowaniu pierdyliona warstw i zawaleniu całej bazy foliami, kartonami, pudełkami i styropianem moim oczom (wszystkim 4) ukazało się... kolejne pudełko. Tym razem chyba już to właściwe. Na jednej stronie było napisane "JRebel", na drugiej "Już nigdy nie będziesz musiał restartować aplikacji", na trzeciej - "Puszka Pandory". To ostatnie musiało być błędem w druku.

niedziela, 1 lutego 2015

Untitled 1: HTMLady słyszy pukanie

Pum pum pum - obudziło mnie pukanie.
Tak, wiem, że standardowe pukanie do drzwi brzmi raczej jak puk puk puk, ale te drzwi były akurat wejściem (wyjściem?) zdecydowanie niestandardowym. Dlaczego? No dlatego choćby, że żeby wykonać na nich operację void pukaj(); trzeba było w nader niestandardowy sposób obejść się bez progu, na którym możnaby postawić stopy (tudzież ekwiwalent tychże), bo drzwi (nie inaczej niż reszta mojego domku) znajdowały się dobre trzydzieści metrów od płaszczyzny przyjętej w tej okolicy za punkt zera absolutnego.
Innymi słowy: nie dało się. Chyba że pukało się od wewnątrz. Tak, sprawdzałam.
Ale teraz pukanie dochodziło ewidentnie od zewnątrz. Jak?
Pum pum pum - przypomniało o sobie pukanie.
Wstałam z podł... znaczy się: z łóżka. No dobrze - zgodzić sie należy z tym, że moje łóżko z powodu nieposiadania nóg, materaca, poduszki, kołdry i całej reszty elementów, które powszechnie uważa się za niezbędne składowe łóżka, nadaje się w innych częściach dnia idealnie do pełnienia funkcji podłogi, co nie zmienia...
Pum pum pum - odezwało się znowu, tym razem bezczelnie przerywając mi wewnętrzną narrację.
No ale cóż się dziwić, kiedy trzeba obejść się bez progu, na którym możnaby postawić stopy - można się wtedy trochę niecierpliwić, prawda?
Tym bardziej powoli zwlokłam się z podł... łóżka.