Pum pum pum - obudziło mnie pukanie.
Tak, wiem, że standardowe pukanie do drzwi brzmi raczej jak puk puk puk, ale te drzwi były akurat wejściem (wyjściem?) zdecydowanie niestandardowym. Dlaczego? No dlatego choćby, że żeby wykonać na nich operację void pukaj(); trzeba było w nader niestandardowy sposób obejść się bez progu, na którym możnaby postawić stopy (tudzież ekwiwalent tychże), bo drzwi (nie inaczej niż reszta mojego domku) znajdowały się dobre trzydzieści metrów od płaszczyzny przyjętej w tej okolicy za punkt zera absolutnego.
Innymi słowy: nie dało się. Chyba że pukało się od wewnątrz. Tak, sprawdzałam.
Ale teraz pukanie dochodziło ewidentnie od zewnątrz. Jak?
Pum pum pum - przypomniało o sobie pukanie.
Wstałam z podł... znaczy się: z łóżka. No dobrze - zgodzić sie należy z tym, że moje łóżko z powodu nieposiadania nóg, materaca, poduszki, kołdry i całej reszty elementów, które powszechnie uważa się za niezbędne składowe łóżka, nadaje się w innych częściach dnia idealnie do pełnienia funkcji podłogi, co nie zmienia...
Pum pum pum - odezwało się znowu, tym razem bezczelnie przerywając mi wewnętrzną narrację.
No ale cóż się dziwić, kiedy trzeba obejść się bez progu, na którym możnaby postawić stopy - można się wtedy trochę niecierpliwić, prawda?
Tym bardziej powoli zwlokłam się z podł... łóżka.
- Czy zastałem..? - odgłosy Pum pum pum zastąpił niespodziewanie całkiem nowy rodzaj sygnału.
- Nie - odpowiedziałam bez zmrużenia okiem. Jeśli oczywiście mówienie ma cokolwiek wspólnego z mrużeniem oczu.
- Ale...
- Nie.
Ruszyłam spokojnie w stronę lodówki. Zastanowił się.
- No to...
- Nie!
- No to kogo zastałem?
Zamarłam w ćwierć kroku. To było sprytne pytanie. Tak. Wzięłam głęboki odddech. Miażdżące. Niejeden próbujący ukryć swoją prawdziwą naturę program wykrzaczył się na nim poprzez udławienie się jedną ze swoich instrukcji warunkowych, przy czym te bardziej przeciętne już przy pierwszych dwóch sylabach.
Ha.
- Nie wiem, ja tu tylko sprzątam - odpowiedziałam spokojnie. Jednocześnie rozejrzałam się po pokoju - jak w pomieszczeniu 2x2m, o asortymencie złożonym tylko z łóżko-podłogi i lodówki może być taki bur... znaczy: nieporządek?
Przełożyłam nogę nad walającą się źle skonwertowaną zmienną całkowitą i otworzyłam lodówkę. Moje zainteresowanie padło na butelkę mleka, a zwłaszcza na zawartą na etykiecie informację, żeby po otwarciu trzymać ją pionowo. Podrapałam się w głowę i zaczęłam się zastanawiać, czy posiadam jakieś słomki, skoro nie wolno mi odchylić pojemnika od stanu domyślnego. Jakiś OpenGL dla ubogich, czy co?
No a ten ewenement za drzwiami nie odpuszczał.
- Nie żartuj sobie - zgrzytnął. Nie, nie zębami. Zęby brzmią inaczej. Klamry od main(), jak nic. - Wiem, że mieszka tutaj skrypto-detektyw, HTMLady.
- Niby skąd? - oburzyłam się. No skąd to wiedział, no? Przecież sama ledwo kojarzyłam, że tu mieszkam. - Co skrypto-detektyw miałby robić w graficznej krainie Corela? Przecież tu nie ma ani linijki kodu! - Po czym zamiotłam feralne NaN spod lodówki pod dywan. Zaraz, ja mam dywan? Nie, nie mam. No to: wywaliłam ją przez przeinstalowanego Windowsa. - Ot, dom jak każdy!
- Chyba DOM - odpowiedział spokojnie nieznajomy. - Document Object...
- Już! Pierwszy lepszy domek na drzewie, a ten już...
- Na drzewie zależności XML - dopowiedział tamten.
Jak to? Otworzyłam szerzej oczy. Nie mówcie mi tylko, że spośród całego lasu najróżniejszych drzew warstwowych, paletowych i grup obiektów trafiło mi się wybrać właśnie XML! No dobra, był najbardziej milusi i ten, ale... XML w Corelu? Skąd to się tu wzięło?
- Tak nawiasem - odezwał się znowu natręt. - Wiesz, że przy roocie tego twojego drzewa pałęta się jakaś źle skonwertowana zmienna cał...
- Nie wiem, kim jesteś i czego chcesz, ale więcej grzebać się w kodzie nie będę! - wybuchnęłam, podburzona zwłaszcza jego ostatnimi słowami. - Nie mam zamiaru więcej dochodzić, czemu te kody nie działają, po co te CSSy odwołują się do atrybutu after zawartości dziecka danej klasy, zamiast zrobić to jak trzeba, dlaczego funkcja nie chce przetwarzać tego, co jej się daje, co robią te dolary w PHP i dlaczego zawsze robią to źle... A tak właściwie, to z czym jest problem?
- No... Sprawa, uważam, jest bardzo ciekawa i chyba wcale nie skomplikowana, ale skoro nie chcesz się nią zająć...
- No nie chcę, ale... Jasne, że nie chcę! Znowu mam godzinami wypatrywać oczy, gapiąc się na listę argumentów w danej definicji funkcji, a resztę czasu wyrywać sobie włosy z głowy?! - Zgrzytnęłam, tym razem zębami. - Yh! No dobra, wezmę to!
c.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz